prequel władcy [„Hobbit: Niezwykła podróż”]

Obejrzenie ekranizacji „Hobbita” było moim postanowieniem odkąd tylko pojawiła się pierwsza wzmianka o jego realizacji. Moja radość była tym większa, gdy okazało się, że za kamerą stanie Peter Jackson, twórca filmowej trylogii „Władcy pierścieni”. Adaptacje powieści J.R.R. Tolkiena to bez cienia przesady arcydzieła współczesnego kina fantasy, filmy kompletne, doskonałe praktycznie pod każdym względem. Byłem przekonany, że i z „Hobbitem” będzie podobnie. I nie zawiodłem się. Czytaj dalej

reżyser Affleck [„Operacja Argo”]

Zaryzykuję trącące uszczypliwością stwierdzenie, że zdolności reżysersko-scenariopisarskie Bena Afflecka wydają się odwrotnie proporcjonalne do jego umiejętności aktorskich. Bo albo bierze udział w produkcjach mocno wątpliwej jakości („Gigli” (2003), „Daredevil” (2003)), albo – mówiąc niepoetycko – robi z siebie na ekranie idiotę („Gigli” (2003), „Przetrwać święta” (2004)). Natomiast jego – nazwijmy to – poważne aktorstwo ograne jest w zasadzie na kilku nutach. Nie zmienia to faktu, że sam potrafi robić naprawdę godne uwagi, solidne obrazy. „Gdzie jesteś, Amando” (2007) i „Miasto złodziei” (2010) zostały docenione w filmowym świecie. Jedna z ostatnich obejrzanych przeze mnie premier 2012 roku, „Operacja Argo” autorstwa właśnie Afflecka, jest jednocześnie jego najlepszym filmem. Czytaj dalej

my name is… [„Skyfall”]

A jednak! W którymś z poprzednich wpisów zarzekałem się, że nowego „Bonda” zobaczę co najwyżej po premierze DVD. Obietnice spaliły na panewce i „Skyfall” zostało odhaczone dzień przed końcem roku. Wrażenia? Jak najbardziej pozytywne. Na ile to zasługa samego filmu, a na ile towarzystwa, w którym przyszło mi go obejrzeć, mógłbym polemizować 😉 Niemniej dwudziesta trzecia odsłona przygód Agenta Jej Królewskiej Mości to film bardzo przyjemny, ale niewiele więcej. A już z pewnością nie podchodzi pod nadaną mu przez niektórych krytyków rangę arcydzieła. Czytaj dalej

pan i jego pies… [„Frankenweenie”]

„Frankenweenie” – druga z zeszłorocznych premier autorstwa Tima Burtona – to film w wielu elementach podobny do swojego poprzednika. „Mroczne cienie” charakteryzowały się bowiem sprawnym żonglowaniem popkulturowymi motywami, sporą dawką czarnego humoru i – co niestety stało się symptomatyczne dla ostatnich produkcji w reżyserii ekscentrycznego filmowca – raczej nikłym zaangażowaniem ze strony widza. W przypadku ocenianej animacji z tym ostatnim jest na szczęście zdecydowanie lepiej, a i zabawa w odnajdywanie nawiązań i cytatów znów daje sporo frajdy. „Frankenweenie” jest przy tym najlepszą propozycją Burtona od czasu zbliżonej stylowo, znakomitej „Gnijącej panny młodej” (2005). Czytaj dalej