making of psycho [„Hitchcock”]

Film o powstawaniu jednego z najwybitniejszych dzieł wielkiego Alfreda Hitchcocka trochę zawodzi. Najmocniejszą stroną obrazu Sachy Gervasi jest niewątpliwie owo ciekawostkowe przedstawienie genezy „Psychozy” (1960) – od chwili, gdy w ręce „Hitcha” wpadł książkowy pierwowzór autorstwa Robert Blocha, przez proces filmowania i potyczki ze studiem (może to dać powód do zastanowienia, jak wiele dzieł nigdy nie powstało poprzez działanie cenzury), po szczegółowo rozplanowany przez „mistrza suspensu” sposób dystrybuowania filmu. Po prostu fajnie jest zobaczyć na ekranie potwierdzenie filmowych legend. Ale na tym w zasadzie pozytywy „Hitchcocka” się kończą. Czytaj dalej

Reklamy

i wonder [„Sugar Man”]

„Sugar Man” jest filmem, przy którym wcześniejsze ujawnienie największej fabularnej wolty całkowicie psuje smak jego oglądania. To trochę jak oglądanie meczu, znając jego wynik, albo granie z solucją. Wspominam o tym dlatego, że niemal każda recenzja obrazu Malika Bendjelloul, z którą się spotkałem bezczelnie ten znakomity film spojleruje. A trzeba wyraźnie zaznaczyć, że mamy w przypadku „Sugar Mana” do czynienia z mistrzostwem dokumentu, filmem intrygującym w treści i doskonale poprowadzonym, w którym wszystkie elementy współgrają ze sobą równie perfekcyjnie jak wokal i gitarowy akompaniament jego bohatera. Spojler to zaś nic innego jak perfidia. I nieprofesjonalizm. Czytaj dalej

jak tego nie lubić! [„Django”]

Odpowiedź tytułowego bohatera filmu „Django” na z gruntu prowokacyjne pytanie jest dla mnie sentencją podsumowującą moje spotkania z kinem Quentina Tarantino. Mam świadomość braków w filmowej lekturze, które zamienione w obejrzane – a liczone w prawdopodobnie setkach – obrazy zaowocowałyby jeszcze skuteczniejszym rozszyfrowaniem filmów twórcy „Pulp fiction” (1994). Jednocześnie mam poczucie obcowania z wielkim kinem. Bo Tarantino jest wielkim filmowcem właśnie. Twórcą tak inteligentnym, tak świadomym swojej inteligencji i tak polegającym na inteligencji widza, że kształtuje relację widz-film, zamieniając ją w dogłębne, dotykające przeżycie. „Django” jest nie mniejszym od najlepszych dzieł mistrza, równocześnie w pewien sposób od nich odstającym filmowym przeżyciem. Czytaj dalej