jakie nadzieje, taki film [„Wielkie nadzieje”]

Nie miałem wygórowanych oczekiwań co do ostatniej ekranizacji prozy Dickensa, Wielkich nadziei (Great Expectations). Na dobrą sprawę nie miałem ich wcale, jako że powieści nie czytałem. Myślę sobię – ot, kolejne kino kostiumowe. A że mam do niego niejaką słabość – zachęcała też osoba reżysera, Mike’a Newella, twórcy filmów świetnych (Cztery wesela i pogrzeb; 1994), dobrych (Donnie Brasco; 1997) lub co najmniej przyzwoitych (jeden z lepszych Potterów, Czara ognia; 2005) – liczyłem na co najmniej niezobowiązującą, może nawet stylową rozrywkę. Niestety, film mnie rozczarował. Czytaj dalej

Reklamy

człowiek żelazko [„Iron Man”]

Iron Man. Fajna seria, z marvelowskich chyba najprzyjemniejsza. Z filmowych adaptacji komiksów w ogóle jednak nie najlepsza, bo na tę składają się rzecz jasna nolanowskie BatmanyMroczny rycerz (2008) i pozostałe to jednak blockbustery z myślą i silnym piętnem ich reżysera. Trzy części opowieści o złotoustym megalomanie w metalicznym wdzianku to natomiast filmy, przy których po prostu miło upływa czas, kwintesencja kina rozrywkowego. Ostatnia odsłona cyklu jest jednocześnie najlepszą, poziomem zbliżona do zeszłorocznych Avengers (2012). Czytaj dalej