niezły nudny film [„Od czwartku do niedzieli”]

Gdyby Od czwartku do niedzieli (De Jueves a domingo) ubrano w sztafaż kina choć trochę bardziej komercyjnego, moglibyśmy mieć do czynienia z oscarową nominacją. Cóż jednak z tego, skoro ten chilijski obrazek jest kwintesencją kina, które zwykło nazywać się dzisiaj nowohoryzontowym (notabene film Domingi Sotomayor Castillo zdobył w ubiegłym roku Grand Prix wrocławskiego festiwalu). A filmy tego rodzaju regularnie opatrzone bywają większą lub mniejszą dawką nieskażonej nudy. Oczywiście, można ten aspekt zawoalować epitetami w stylu kino kontemplacyjne, ambitne, artystyczne. Okej, niemniej kiedy ów skrajny artyzm metamorfuje kontemplację w półsen, a ambicją widza staje się metodyczne wyrywanie się z objęć Morfeusza, to chyba coś tu się ze sobą nie zazębia… Czytaj dalej

Reklamy