piję, bo piję [„Pod mocnym aniołem”]

Mówi się, że „Pod Mocnym Aniołem” to jak dotąd najsłabszy film Wojciecha Smarzowskiego. Za podstawowy zarzut krytycy unisono wysuwają powtarzalność. Rzecz jasna tę w sensie pejoratywnym – stagnację. Trudno zaprzeczyć, że filmy, jak się przyjęło, „najlepszego współczesnego polskiego reżysera” to dzieła pokrewne zarówno w treści jak i formie. Szeroko rozumiana polskość jest w nich przekładana na zbliżone na wszystkich płaszczyznach: motywy fabularne, wewnętrzne portrety postaci, koncepcje stylistyczne, chwyty narracyjne. „Pod Mocnym Aniołem” wydaje się konglomeratem tego co najciekawsze z „Wesela”, „Domu złego” oraz „Róży” i jednocześnie irrealnym sequelem niedostatecznej „Drogówki”. Déja vu jest odczuciem stałym podczas oglądania.

Czytaj dalej

film z przesłaniem [„Hobbit: Pustkowie Smauga”]

Czego by nie powiedzieć o całej masie zeszłorocznych filmów, wypatrywanych przez fanów wytęsknionych czy to za bombastycznymi efektami, kolejną odsłoną ulubionej serii lub bohatera, czy najnowszym dziełem cenionego reżysera, za najbardziej oczekiwaną premierę A.D. 2013 należy tak czy siak uznać nową część „Hobbita”. Po sukcesie zeszłorocznej „Niezwykłej podróży” „Pustkowie Smauga” otrzymało taką kampanię promocyjną, że w którymś momencie zacząłem się obawiać, iż tytułowy, wyrośnięty gad wychynie mi z lodówki w poszukiwaniu ukrytych pod kanapą niziołków. Za słowami Hannibala Lectera, że jakoby zaczynamy pożądać tego, z czym mamy do czynienia na co dzień, także i ja zacząłem wypatrywać kroczącej borem, lasem kompaniji. Zwłaszcza, że pierwsza część naprawdę przypadła mi do gustu. Druga… no, cóż… określenie „podobał mi się” jest najbardziej kongruentnym do opisania moich uczuć po obejrzeniu filmu Petera Jacksona. Czytaj dalej