filmy z 2014 roku

Ranking obejrzanych przeze mnie filmów z 2014 roku:

  1. ONA – 10/10! (zagrał na nutach mojej wrażliwości melodię zachwytu, d-o-s-k-o-n-a-ł-ą!) – największa niespodzianka roku, FILM ROKU!
  2. Mama9,5/10 (cóż to jest za film! przemyślany, pochłaniający, z każdą minutą lepszy… doskonała robota reżyserska! wspaniały, wielki Dolan! najważniejsza zaległość AD 2014 nadrobiona)
  3. Locke – 8,5/10 („Locke” i „Ona” potwierdzają gównowartość nominacji Akademii w kategoriach aktorskich; jakże ambiwalentny!; zdjęcia! muzyka! reżyseria! i Hardy, Hardy, HARDY!)
  4. Zaginiona dziewczyna – 8,5/10 (Maestro Fincher znowu daje koncert reżyserii; Flynn wyciąga maksimum z powieści; skrupulatna adaptacja, skręcona z pietyzmem; prawdziwy miód, ale nie arcydzieło) – największa spełniona nadzieja roku
  5. Wilk z Wall Street – 8,5/10 (energia! ambiwalencja! drapieżność! mięcho! Scorsese! DiCaprio! „Ferajna” ver. 2.0; Gordon Gekko to przy Belforcie leszczyk; kino (czy nie nadto?) obfite!…)
  6. American Hustle – 8,5/10 (aktorska maestria; kanciarska szczerość, Russell wciąż w doskonałej formie)
  7. O krok od sławy – 8,5/10 (już po 15 min. wiesz, że oglądasz arcydzieło dokumentu – lekkie, świetnie opowiedziane, kompletne, doskonale zrealizowane)
  8. Boyhood   8,5/10 („life, oh life, oh life…”; taki cieplutki!… imponujący, pod każdym względem praktycznie bezbłędny, udany… eksperyment – dlatego nie dzieło sztuki)
  9. Zniewolony. 12 Years a Slave – 8/10 (poruszający, kompletny, a mimo to najsłabszy McQueena)
  10. Bogowie8/10 (bardzo dobry polski film mainstreamowy… i tyle – ale ‚aż’, nie ‚tylko’, bo polskich takich niewiele)

Filmy z oceną poniżej 8/10 ułożone są alfabetycznie.

7,5/10
Grand Budapest Hotel (przypomniały mi się „Zwariowane melodie” 😉 zwiewny, energiczny, błyskotliwy; świetnie opowiedziany, nakręcony, zagrany; ale bez przesady…)
LEGO PRZYGODA (pomysłowość, wykonanie, polski dubbing – uau!; ocieka popkulturą, inteligentny; „Toy Story” po ewolucji; trochę pędzi, ale zostaje w pamięci; LEGO-ocean, yeah!)
Lewiatan
Pod Mocnym Aniołem
(prawdziwy, bolesny, Smarzowski; godna podziwu adaptacja książki z pozoru nieprzekładalnej na język filmu; mimo pewnej wtórności i tak klasa; no i Więckiewicz!)
Tom (nieoczywisty; i jak zagrany!; Dolan wciąż w formie i stylu (i uroczo narcystyczny), choć na maksa osaczyć jeszcze mu się nie udaje; ale wielkim będzie, to pewne)
Wielkie piękno (co prawda nie zrobił na mnie oczekiwanego wrażenia, ale nie sposób nie docenić dystyngowania, intelektualizmu i tytułowego piękna we wszelkich przejawach)
Witaj w klubie (wartościowe kino społeczne, wiarygodne, rzadko za granicą ckliwości; McConaughey świetny, ale Leto wymiata)

7/10
Co jest grane, Davis? (spoko; świetne piosenki, także wykonane (za to +0,5); niebanalny, coenowski humor zręcznie pożeniony z refleksyjnością; lecz, o dziwo, mało intrygujący bohaterowie; zdjęcia!)
Magia w blasku księżyca (Allen – tym razem ‚pod falą’ – zrobił film rozkoszny – lekki, ładny, przyjemny… czy nie nadto?; scena oświadczyn!; a Firth i Stone… coś ich tam stopowało…)
Tajemnica Filomeny (frearsowy, (ciepłym) żartem i (inteligentnie) serio w odpowiednich proporcjach; zdrowy dystans i obraz wiary, celnie punktuje Kościół; no i Pani Dench!; dobry)
Tylko kochankowie przeżyją (film, który fascynuje swym brakiem polotu; staranny, elegancki, zmysłowo poprowadzony)

6,5/10
Hobbit: Bitwa Pięciu Armii (mało smoka, mało magii, dużo walki – między i z sobą – i niezłego grania; tego się spodziewałem, ale i tak trochę mnie zawiódł; no ale mam sentyment, co poradzę)
Interstellar (Nolan znów po swojemu mówi o miłości; znów konglomerat znanych, ale fajnie połączonych pomysłów; A/V na +, aktorzy na -; najsłabiej jak dotąd, bez szału; szkoda)
Jack Strong (nie najgorszy, ale niczego nie urywa; jednoznaczny; trochę ziębi, trochę parzy – trzyma w napięciu (thriller…), a nie wciąga (…polityczny); Dorociński!)
Mapy gwiazd (gorzka satyra… mało odkrywcza, ale niewesoła, wampiryczna i bardzo, bardzo gorzka)
Nimfomanka cz. 1 (pretensjonalne, ale potrafi i trzepnąć w pysk , i unieść kąciki ust – po vontrierowsku; „Mrs H.”!; Martin – znakomita; skuteczne narracyjnie, zachwycające formą)
Nimfomanka cz. 2 (już nie tak przyswajalna jak jedynka; z przebijającą… mądrością?; Gainsbourg znowu d(ost)aje lekcje aktorstwa; all in all – o prawie do życia po swojemu, i ok)
Powstanie Warszawskie (unikalny, budzący szacunek; ale lepiej oglądać bez dźwięku)
Ratując pana Banksa (wciągające, ale poprawne, ach! jakże poprawne…)
Sierpień w hrabstwie Osage (świetnie zagrane, choć Roberts rozczarowuje; potęga słowa, kipiel emocji; ale im głębiej w las, tym… bardziej duszno)
Słowo na M (ciepły, żywo poprowadzony, uroczo przegadany, lekko zagrany; bardzo lubię takie filmy, ale aż szkoda, że na warsztat nie wziął go Reitman – mógłby mieć to ‚coś’)
Snowpiercer: Arka przyszłości (świetna oprawa audio-video; frapujący początek, ale im dalej, tym bardziej kuleje – reżysersko, fabularnie, suspensowo; dobrzy Evans i Bell, znakomita Swinton)
X-Men: Przeszłość, która nadejdzie (wciągające, ciekawe, ale bez przesady; x-menowa kolubryna, uboższa jednak niż „Pierwsza klasa”; sceny genialne wymieszane z trywialnymi; past wygrywa z future)

6/10
Babadook (jest klimaaat!; straszy tak jak ma straszyć, mimo pewnych standardowych głupotek, zwłaszcza w końcówce – to se zwierzątko wyhodowała…)
Gwiazd naszych wina (cukierkowy, łzawy i szablonowy? cóż z tego – właśnie taki ma być; bo do tego katartyczny, pokrzepiający i nieźle zagrany, zwłaszcza przez Shailene)
Hannah Arendt
Igrzyska śmierci: Kosogłos cz.1 (ale mnie wkurzył! pierwsza godz. fatalna, od piosenki – naprawdę ok; satyra na media na plus; Jennifer wyciąga max z ułożonego, ale nieangażującego scenariusza)
Kamienie na szaniec
Na skraju jutra (zawiązanie akcji, punkty zwrotne – kicha; daleko od książki, ale nie wpada w pętlę nudy; tempo; Tom, którego wreszcie ogląda się bez żenady, Blunt niewprawiona)
Niezgodna (adaptacja tak wierna, że nawet z mankamentami książki; dobrze zagrany – Woodley ma dar niesamowitej samokontroli; całkiem fajny, ale chce się więcej)
Noe: Wybrany przez Boga (sacro-fantasy… i OK, szkoda, że średnio – zagrane, poprowadzone, zajmujące; za to ładne widoki, a muzyka – ach!… niemniej potknięcie Aronofsky’ego, pierwsze)
Strażnicy galaktyki (tempo! humor! audio/video! dla fanów – super; ale to nie moja bajka – stąd ocena; niemniej doceniam, bo w swojej konwencji jest co najmniej wyróżniający się)

5,5/10
Ewolucja planety małp
Godzilla (Godzilla nigdy nie magnetyzowała tak doskonale; a Edwards broni się jak może, ale na producencki anturaż po prostu nie ma wpływu – i to właśnie on zawodzi)
Miasto 44 (efektowne, ale mało treściwe; taka ‚fajowa’ lekcja historii i wojenny film dla dzisiejszych nastolatków; czy to plus? mam wątpliwość, wojna nie jest ‚fajowa’)
Pudłaki (ładne, ale w sumie nie wiadomo dla kogo – dzieciaki  mogą się przestraszyć, starsi – znudzić; nic specjalnego)
Wilgotne miejsca (hardkorek o beznadziei; sympatyczne (? / !), ale nic odkrywczego; trochę bezładna narracja, za to dobra główna rola)
Wróg

5/10
Dawca pamięci (w scenariuszu sporo skrótów, tempo nazbyt umiarkowane, reżyseria wyblakła jak kadry; nijak zagrane, wtórne, bez polotu; ot, wzorcowy średniak)
Diabelska plansza Ouija
Hardkor Disko (nieźle zagrany, formalnie błyskotliwy, ale fabuła leży)
Klątwa Jessabelle (z wszystkimi grzechami gatunku, ale czasami jak nie poderwie! całkiem, całkiem)

4,5/10
Diabelskie nasienie (zmarnowany potencjał; za wolno się rozkręca, później za wolno rozgrywa; niby wszystko na swoim miejscu, a nie gra; dobre, klarowne zdjęcia; przyzwoicie zagrane)
Teoria wszystkiego (bez ładu i składu, na granicy bełkotu; powierzchowny Gilliam, nazbyt chaotyczny i nużący; na plus aktorzy)
Uśpieni (nawet poukładany, ale rozwodniony; z czasem przechodzi w banał, choć miewa znośne momenty; Claflin z potencjałem; mocno średnio)

4/10
Annabelle (kiepsko zagrany i z fatalnymi dialogami, do tego wtórny i dość niemrawy; czasami podrywa z siedzenia, ale zbyt rzadko; daleko od „Obecności”)

3,5/10
Namiętność (cienko; udawany pastisz, zbyt często za granicą kiczu; poprowadzone bez życia, choć dość płynnie; Rapace szuka, ale na razie błądzi; i zero namiętności…)

3/10
Rogi (czy naprawdę nie można było BEZ rogów?… cienko, jeden ze słabszych filmów roku) – największe rozczarowanie roku
Ja, Frankenstein 
(straszny film, straszny…)

2,5/10
13 grzechów (słabizna; zero napięcia, głupota; wszelkie filmowe aspekty na najniższym poziomie; konwencyjna i tendencyjna ramota – mizerna niemal do bólu)


PODSUMOWANIE ROKU

Kolorem wyróżnione tytuły z oceną powyżej 8/10 obejrzane po zamknięciu roku.

Reklamy

Dodaj komentarz:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s